FreedomBox i prywatne chmury

Opublikowane:

01.10.2019

FreedomBox daje użytkownikom zarówno wygodę chmury, jak i możliwość zachowania kontroli nad własnymi danymi.

Jakieś 10 lat temu (czas szybko płynie, kiedy dobrze się bawisz) dr Eben Moglen zdecydował, że ludzie powinni mieć możliwość kontrolowania zasobów i usług, z których korzystają. Podczas gdy wolna kultura daje nam kontrolę nad naszym sprzętem, oprogramowaniem i danymi, korzystanie z komercyjnych chmur oznacza, że w przypadku danych możemy ją utracić.

Eben nie tylko napisał szkic licencji GPLv3, ale jest też między innymi założycielem, głównym prawnikiem i przewodniczącym w Software Freedom Law Center. Eben, który był przyzwyczajony do działania oraz zakładania nowych rzeczy, a jednocześnie chciał mieć zachowaną kontrolę i wolność swoich danych, uruchomił fundację FreedomBox.

Jego wizja zakłada stworzenie niewielkiego serwera, który możemy zmieścić w kieszeni i zabrać ze sobą. Składałby się na niego otwarty sprzęt, abyśmy mogli go sprawdzić i otwarte oprogramowanie, które również będziemy mogli zweryfikować i skonfigurować, tak aby było bezpieczne, silne i prywatne.

Do pomocy przy tym zadaniu namówił wiele osób, między innymi mojego dobrego przyjaciela Bdale Garbee’ego, będącego przez wiele lat głównym programistą i technologiem Debiana. Od kiedy w 2012 roku została ukończona wersja 0.1, projekt jest ciągle rozwijany i w tej chwili jest już stabilny oraz użyteczny. Dodatkowo powstał też sprzedawany przez Olimex mały serwer stworzony na otwartym sprzęcie, ze skrojoną na wymiar dystrybucją opartą na Debianie, w której znajdziemy jedynie FreedomBox. Wszystkie nowe dystrybucje Debiana zawierają już kod FreedomBoksa i jest dostępna procedura, dzięki której dowiemy się, jak go skonfigurować przy wykorzystaniu dowolnego sprzętu potrafiącego uruchomić Debiana.

Czemu jednak ktokolwiek miałby kupować jeden z tych małych serwerów i spędzać czas na konfiguracji i uruchamianiu tego konkretnego kodu, mając do dyspozycji rozwiązania serwerowe (nazywane „chmurą”), które są albo niedrogie, albo „darmowe”?

Zgodnie z tym, co twierdzi Eben, który wykłada prawo na Uniwersytecie Columbia, chodzi o prywatność, bezpieczeństwo i wolność – te same założenia, na których powstała Free Software Foundation. Podczas gdy GNU/Linux (oraz podobne rozwiązania w przypadku sprzętu i danych) dają nam kontrolę nad naszym własnym sprzętem, oprogramowaniem i danymi, duże „chmurowe” korporacje wykorzystują „usługi chmurowe” do odbierania nam tych fundamentalnych praw w zamian za dostarczanie nam sprzętu i oprogramowania.

Dodatkowo Eben zauważył, że Internet z założenia jest rozproszony i dzięki temu jest odporny na ataki wszelkiego typu, ale kiedy usługi przestają być rozproszone, stają się dobrym miejscem dla potencjalnego ataku, na przykład typu DoS lub mających na celu przejęcie naszych danych przez jedną z agencji wywiadowczych.

Eben nie jest przeciwny zgodnemu z prawem przeszukiwaniu naszych danych, ale nie chce, aby ktoś (wszystko jedno czy podmiot komercyjny, czy agencja rządowa) przeszukiwał je na oślep.

Przez lata zastanawiałem się nas pomysłem uruchomienia w domu swojego własnego serwera, takiego, który by działał bez przerwy, był dostępny z każdego miejsca na świecie i umożliwiał zebranie wszystkich moich danych w jednym punkcie.

W domu mógłbym mieć dostęp do danych z prędkością porównywalną do lokalnego dysku, a w czasie podróży prędkość ta byłaby (oczywiście) mniejsza, ale w dalszym ciągu miałbym dostęp do dowolnego pliku, którego potrzebuję.

Przez lata w roli „serwera” występował mój laptop. Był wystarczający, gdyż pilnowałem, by miał mocny procesor, dużo pamięci, a przestrzeń dyskowa ciągle była powiększana. Jednak problemy z tym związane są liczne: żywotność baterii, waga i zagrożenie kradzieżą (standardowo mitygowałem to ryzyko częstymi kopiami zapasowymi i szyfrowaniem).

Wzrost liczby urządzeń (pecetów, tabletów, telefonów i tym podobnych) oraz innych „kont” (różne serwery poczty elektronicznej, z których korzystałem) oraz potrzeba dzielenia danych pomiędzy nimi sprawiły, że brak prywatnej chmury okazał się bolesny. Dodatkowo piszę na kilku specjalistycznych blogach, ale nie mam miejsca, gdzie pisałbym rzeczy niezwiązane z tymi specjalistycznymi blogami.

Pojawienie się FreedomBoksa i innych otwartych technologii „prywatnych chmur” zainspirowało mnie do rekonstrukcji mojego elektronicznego życia.

Oprogramowanie to pozwala nie tylko na (całkiem) proste skonfigurowanie własnej chmury, ale dokumentacja podpowiada, jak uzyskać za darmo certyfikaty i odwrotną translację adresów DNS. Największym kosztem całej operacji jest zdobycie dobrej nazwy domeny dla naszej strony, a ja już mam kilka dostępnych.

Tym z was, którzy znają się (w miarę) na sprawach technicznych, proponuję, aby weszli na freedombox.org i przyjrzeli się możliwościom tego rozwiązania. Jest szansa, że zechcecie postawić swój własny serwer.

W następnym miesiącu napiszę coś więcej o konfiguracji mojej osobistej chmury.

maddog-2

Jon „maddog” Hall jest autorem, wykładowcą, informatykiem i jednym z pionierów Wolnego Oprogramowania. Od 1994 roku, kiedy po raz pierwszy spotkał Linusa Torvaldsa i ułatwił przeniesienie jądra na systemy 64-bitowe, pozostaje orędownikiem Linuksa. Obecnie jest prezesem Linux International®.

Autor: Jon „maddog” Hall
Słowa kluczowe:
chmura obliczeniowa

Aktualnie przeglądasz

Październik 2019 - Nr 188
LM188_Oct-2019

Top 5 czytanych

Znajdź nas na Facebook'u

Opinie naszych czytelników

Nasze wyróżnienia i partnerzy:partnerzy linux magazine
wiper-pixel