Rozwój architektury RISC-V

Opublikowane:

01.03.2019

Wraz z rozwojem otwartego oprogramowania dla architektury RISC-V maddog prosi wszystkich o zaprzestanie narzekań i włączenie się do projektu.

W ostatnim czasie kolega przesłał mi odnośnik do artykułu o tym, że Fundacja RISC-V oraz Fundacja Linuksa współpracują razem w celu zbliżenia Linuksa i innych otwartych projektów do architektury RISC-V.

RISC-V (wyjaśniam dla tych, którzy jeszcze nie kojarzą tego terminu) to w miarę nowa architektura, która powstała na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley (to ci sami ludzie, którzy opracowali Berkeley Software Distribution, czyli BSD).

Mając za sobą lata historii i doświadczeń na polu inżynierii komputerowej, architekci ci „zaczęli od zera” i byli w stanie opracować w zasadzie czystą architekturę, która może wspierać wiele rozmiarów przestrzeni adresowej oraz różnorodne scenariusze wykorzystania (serwery, urządzenia przenośne, systemy wbudowane, Internet rzeczy itp.). Projekt ten umożliwia wymianę układów na szybsze i potężniejsze, bez odchodzenia od podstawowej architektury.

Jedną z cech otwartej architektury jest to, że może być wykorzystana bez uciążliwych opłat licencyjnych uiszczanych na rzecz innych dostawców architektury. Pozwala producentom sprzętu (komercyjnym oraz niekomercyjnym) nie tylko na tworzenie układów, które są zgodne z podstawową architekturą, ale też umożliwia dodawanie w razie potrzeby rozszerzeń.

Artykuł był opublikowany pierwszego grudnia 2018 roku. W momencie kiedy otrzymałem do niego odnośnik, obrósł już w całą galerię komentarzy.

Wiele z tych komentarzy pochodziło chyba od ludzi, którzy nigdy nie w swoim życiu nie wyprodukowali choćby kawałka skomplikowanego sprzętu (a pewnie też nie stworzyli nawet bardziej złożonego oprogramowania). Chociaż niektórzy komentowali mądrze i z dużą wiedzą, inni robili to w sposób ignorancki, byli wręcz ordynarni.

Podam przykład. Kiedy powiedziano, że projekt jest ciągle w początkowym stadium, ludzie chcieli wiedzieć, kiedy będą mieli „swój układ” lub „swoją płytkę” do własnych celów. W odpowiedzi inni komentatorzy zaczynali opisywać problemy towarzyszące tłumaczeniu architektury na gotowe układy, z których jednym z wielu jest dostosowanie do procesu produkcyjnego, zlecenie produkcji i zbudowanie łańcucha dostaw, aby móc umieścić układ na płytce i tym samy w rękach „klientów”. Chociaż proces ten jest w toku, wymaga czasu (i pieniędzy), ale najwyraźniej, dla niektórych niespokojnych (i niegrzecznych) komentatorów wszystko to nie dzieje się wystarczająco szybko.

Potem rozwinęła się dyskusja na temat tego, ile może kosztować taka płytka z układem scalonym. Wielu komentujących było zszokowanych ceną wersji dla deweloperów, czyli układów, które powędrują w ręce ludzi pracujących nad kompilatorami, systemami operacyjnymi i bibliotekami, które sprawią, że cały system będzie dostępny. W przestrzeni wolnego oprogramowania wiele z tych osób, nawet dzisiaj, to wolontariusze, których nie stać na układ wykonywany przecież w niewielkich ilościach.

Dlatego właśnie firmy takie jak SiFive [1], która jest jedną z pierwszych korporacji produkujących układy wspierające tę architekturę, nie pobierają za swoje najnowsze dzieła opłat jak za Raspberry Pi. Zamiast tego posiadają innowacyjne programy, które umożliwiają deweloperom uzyskanie układu potrzebnego do pracy oraz tworzą fundusze potrzebne na tworzenie nowych płytek. Dodatkowo SiFive posiada płytki, na których, za opłatą mniejszą niż w przypadku najnowszych produktów, ludzie mogą eksperymentować z omawianą architekturą.

Wielu z komentujących narzekało na plany biznesowe firm, które korzystają z zamkniętych narzędzi w celu szybszego i prostszego stworzenia płytek krzemowych. Podczas gdy te firmy korzystały z zamkniętego oprogramowania, inne tworzyły otwarte techniki, które mogą zabierać więcej czasu, ale są dostępne dla tych, którzy wolą korzystać z całkowicie wolnych narzędzi.

Na koniec byli też tacy, którym nic się nie podobało, którzy (kiedy w końcu zaczęli pojmować cały proces wprowadzania tej architektury) kwestionowali potrzebę powstania takiego projektu i lamentowali, że zajmie to bardzo dużo czasu.

Dla nich właśnie mam kilka przemyśleń: Linus rozpoczął projekt jądra Linuksa pod koniec 1991 roku i po ponad dwóch latach (na początku 1994 roku) ukończył wersję 1.0. Dystrybucje pojawiły się pod koniec 1993 roku i nabrały rozpędu w połowie 1994 roku. Dopiero około 1998 roku komercyjne bazy danych zaczęły umieszczać swoje produkty na GNU/Linuksie (jest to znak akceptacji w świecie komercyjnego Uniksa), a w 2000 roku Linux zaczął być używany w systemach wbudowanych. Po dziesięciu latach od powstania GNU/Linux zaczął być akceptowany przez stronę biznesową.

W roku 2019 obchodzić będziemy 25 rocznicę wydania wersji 1.0 jądra Linuksa i produkcję superkomputerów Beowulf (korzystających z Linuksa). Projekt ten zarządza wszystkimi z 500 najszybszych komputerów na świecie.

Niektóre rzeczy wymagają czasu i pieniędzy. Mając na uwadze starsze projekty, RISC-V porusza się z prędkością światła. Zamiast narzekać, dołączcie do projektu. nnn

Jon „maddog” Hall jest autorem, wykładowcą, informatykiem i jednym z pionierów Wolnego Oprogramowania. Od 1994 roku, kiedy po raz pierwszy spotkał Linusa Torvaldsa i ułatwił przeniesienie jądra na systemy 64-bitowe, pozostaje orędownikiem Linuksa. Obecnie jest prezesem Linux International®.

Info

[1] SiFive: https://www.sifive.com

Autor: Jon „maddog" Hall
Słowa kluczowe:
RISC

Aktualnie przeglądasz

Marzec 2019 - Nr 181
Mar2019

Top 5 czytanych

Znajdź nas na Facebook'u

Opinie naszych czytelników

Nasze wyróżnienia i partnerzy:partnerzy linux magazine
wiper-pixel